Pierniczkowe last minute i 3 bardzo świąteczne piosenki

Piekłam pierniczki z tego przepisu 3 razy w ciągu tygodnia i za każdym razem wychodziły tak samo dobre, więc ryzykuję stwierdzenie, że jest to sprawdzony przepis. W dodatku NIESAMOWICIE prosty, ciasta nie trzeba schładzać ani robić z nim żadnych wymyślnych rzeczy.
Pierniczki są dokładnie takie, jak lubię. Mało słodkie, bardzo korzenne i bez ozdób (jestem z tych dziwnych ludzi, którzy zdrapują lukier z ciastek). Jeśli jakimś cudem jeszcze nie upiekliście w tym roku pierniczków, do dzieła!

PIERNICZKI

- 2 szkl. mąki
- 1/3 szkl. cukru
- 3 płaskie łyżki oleju kokosowego
- 1,5 łyżeczki sody
- 1 jajko
- 2 łyżki miodu
- 1 łyżeczka kakao
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka imbiru
- 1 łyżeczka kardamonu
- 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
- 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
- szczypta soli
- 3 goździki zmielone w młynku
- kilka ziaren anyżu zmielonych w młynku

Wszystko wymieszaj i wyrabiaj ciasto około 10 minut. Jeśli ciasto będzie za lepkie, dosyp trochę mąki. Rozwałkuj, wykrawaj pierniczki, piecz 10-15 min, uważaj, żeby się nie przypaliły. Zjedz. Zrób kolejną porcję.
Po wystygnięciu twardnieją. Aby były miękkie, trzeba je trzymać w słoju/puszce z obierkami jabłek.

Do robienia pierniczków polecają się następujące piosenki:

1. Mele Kalikimaka - w języku hawajskim oznacza to po prostu wesołych świąt. Uwaga, to jedna z tych piosenek, które potem cały dzień grają w głowie! Tutaj inna wersja.

2. I want a hippopotamus for Christmas - znalazłam ją przypadkiem wczoraj, kiedy nie mogłam już słuchać Sinatry. Dla mnie cudowna piosenka, dla mojego chłopaka zdecydowanie nie. Pokochacie albo wyłączycie.

3. Muppetowe It feels like Christmas - polecam nie tylko całą playlistę, ale przede wszystkim Opowieść Wigilijną z Muppetami!


Obsługiwane przez usługę Blogger.