#jedzeniesensemżycia

Dawno temu byłyśmy z Kamą na festiwalu food trucków. Zdjęcia zaginęły w czeluściach nieuporządkowanego dysku, ale wczoraj ustawiłyśmy się "na jedzenie" i przypomniałam sobie, że coś może nadawać się do publikacji. Mam refleks szachisty korespondencyjnego*, więc to konkretne wydarzenie zniknęło z FB i już nie mam jak podlinkować pod zdjęciami poszczególnych food trucków. Post będzie zatem mało praktyczny, ale możecie go potraktować jako zamiennik Apetizera lub trening silnej woli w czasie diety.

*chciałam napisać tylko "refleks szachisty", ale przypomniała mi się ta rozgrywka


Na pierwszy ogień poszedł węgierski langosz, bo kolejka była najmniejsza. Kama zachwalała, ja wzięłam gryza i był dla mnie za tłusty.




Tybetańskie pierożki z warzywami, dla nas obu numer jeden! Chyba najbardziej rozchwytywana potrawa na zlocie. Zrobiłyśmy mnóstwo zdjęć w stylu "teraz udaję, że umiem z gracją posługiwać się pałeczkami" i mogę was zapewnić, że aparat bezlitośnie wykrył fałsz. Większość zdjęć obrazuje dokładne przeciwieństwo gracji.




Tacos z policzkami wołowymi. Nie próbowałam, ale mięsożerna Kamila zachwalała.



Kasztanyyyyyyyyy! Trochę jak mydło, całkiem smaczne mydło.


Bardzo chciałam spróbować onigiri, ale rozeszły się w mgnieniu oka i musiałam zadowolić się pierogiem ze szpinakowym farszem. Przeciętniak, chociaż szpinak zawsze się broni.


Dyptyk "Młody i gniewny" :D


A teraz najważniejsze! Kama jest aktywną snapowiczką i nagrywa recenzje jedzenia. Nie mam snapczata, ale bywam przy nagrywaniu i zaręczam wam, to cenne źródło informacji i przednia rozrywka. Dowiecie się, czy jogurt X jest warty zakupu i gdzie dają najlepsze burgery w Białymstoku.
Snap Kamy: lodywaniliove
Jak polecać to na całego, zajrzyjcie też na insta @jedzeniesensemzycia!
Obsługiwane przez usługę Blogger.