Co zabrać na Woodstock?

Rok temu dokładnie taką frazę guglałam dzień przed wyjazdem. W tym roku wrzucam listę pakowanych rzeczy do internetu. Niby dla pożytku ogółu, ale tak naprawdę liczę, że ogół zauważy czego zapomniałam i mi przypomni (termin zgłoszeń upływa jutro o 5 rano, za sensowne przypomnienia rozdaję ciastka po powrocie).

Co zabieram?

- ubrania - oscyluję gdzieś pomiędzy "zabieram najgorsze szmaty i mogę wszystko" a "nie chcę znów wyglądać jak bezdomna ofiara zamieszek", w związku z czym pakuję zarówno 6-letnie spodnie z rozlazłymi szwami jak i sukienusię

- glany + najstarsze trampki + japonki

- zestaw higieniczno-kąpielowy: ręcznik, szczoteczka, pasta, szampon suchy, szampon mokry, żel, grzebień, maszynka do golenia, chusteczki nawilżane i zwykłe, papier toaletowy (nie śmiać się, to ważne!), antybakteryjny żel do rąk, patyczki do uszu, puder, antyperspirant, lusterko, strój kąpielowy do mycia pod kranem

- telefon, ładowarka, dokumenty, pieniądze, wydrukowane bilety na pociąg i nerka na te wspaniałe precjoza

- zestaw na dobranoc: śpiwór, karimata (namiot też jest potrzebny jak się domyślacie, ale ja nie biorę swojego), w roli pidżamy kombinezon muppetowy, latarka, mała poduszka

- jedzenie i alkohol na drogę

- granola i masło orzechowe, resztę jedzenia kupię na polu

- soczewki (plus płyn i pudełko) oraz okulary - pewnie jest mnóstwo osób, które radzi sobie z soczewkami w polowych warunkach, ale it ain't me babe; nie chcę sobie wydłubać oczu wyjmując soczewki w nocy po koncertach, z drugiej strony odzwyczaiłam się od okularów i mnie denerwują

- zestaw miłośnika farmakologii: wapno, apap, furaginum, plastry, woda utleniona, coś na komary

- stara książka do czytania, w tym roku "Znachor", który się rozpada i mi go nie szkoda



PS Żubrówka mnie nie sponsoruje. Niestety.
Obsługiwane przez usługę Blogger.