3 książki warte przeczytania po sesji (albo kiedykolwiek)

W ubiegłym roku przeczytałam 24 książki, co dało mi średnią 2/miesiąc. Sześć miesięcy roku bieżącego kończę z 12 książkami na koncie i właściwie każdą z nich mogłabym polecić. Wśród tych dwunastu pozycji mam już bardzo mocną kandydatkę do ulubionej książki roku, ale nie jest to żadna z poniższych. Fanfary i uroczyste upublicznienie tytułu już w grudniu, nie zjedzcie paznokci z emocji!

"WARTO PODĄŻAĆ ZA MARZENIAMI" - M. Kamiński

Życiorys Marka Kamińskiego można by rozdzielić między kilka osób, a i tak każda z nich miałaby niesamowite życie. Mimo to we fragmentach dzienników najbardziej urzekły mnie nie opisy dalekich wypraw, ale prostota i zachwyt światem. Nie wiem, czy kiedykolwiek zetknęłam się z kimś piszącym o sobie samym skromniej niż pan Marek.
Czytając tę książkę zupełnie odrywałam się od swojego tu i teraz, w niektórych momentach przestawałam  przeżuwać* i zamierałam na moment.

"Moja podróż przez życie" to dobry punkt odniesienia. Są problemy, są Problemy i są problemy, których nie ma, tylko je sobie wymyślamy. Można się denerwować, że ktoś zeżarł arbuza i muszę iść do sklepu (ja) albo ciągnąc za sobą sanki przez Grenlandię i martwić się, czy wystarczy racji żywnościowych do końca wyprawy (Marek Kamiński). Kilka stron i życie wydaje się mniej skomplikowane, serio.

* Tak, czytam przy jedzeniu (Karo nie martw się, jestem ostrożna i książka wróci do ciebie w stanie idealnym, jeszcze raz dzięki za pożyczenie ;))



"PODRÓŻ" S. Dygat

Tę książkę znalazłam na półce u dziadka i od razu zaczęłam czytać naiwnie spodziewając się rozbudowanego wątku podróżniczego. Na pierwszych stronach powieści dwóch Polaków spotyka się w wagonie restauracyjnym. Wódeczka, zakąska i (jak się można spodziewać) historia życia. Jeden z bohaterów - urzędnik Henryk - uważa, że jego usposobienie zostało zdeterminowane przez 7 zdarzeń, które spotkały go między piątym a dwudziestym rokiem życia. W dalszej części książki poznajemy owe zdarzenia i jeszcze najświeższe, ósme, które miało miejsce właśnie w czasie podróży.

Ostatnio stronię od powieści, ale Dygat mnie zachwycił. Może to przedwojenne pióro, może to ta jego elegancka ironia, w każdym razie czyta się świetnie. Polecam!



"O SZCZĘŚCIU" W. TATARKIEWICZ

Czytanie kilkusetstronicowej rozprawy filozoficznej w czasie sesji to ładna definicja słowa nieodpowiedzialność, prawda? Mama dała mi "O szczęściu" mówiąc, że ciekawe i żebym sobie kiedyś przeczytała. Kto by tam czekał do wakacji ;)
To moje drugie zetknięcie z filozofią na papierze - wcześniej miałam styczność tylko z "On shortness of life" Seneki czytanym bardziej dla podszkolenia angielskiego niż z zainteresowania treścią. Nie jestem więc znawcą tematu, ale za jedno mogę poręczyć - Tatarkiewicza czyta się przyjemnie nawet będąc kompletnym laikiem. Pewnie nie jest to najłatwiejsza książka, ale nie jest też niezrozumiałym dziełem z kosmosu. Wprawdzie jeszcze jej nie skończyłam (uwaga suchar - sesji też nie skończyłam :D), bo "O szczęściu" najlepiej smakuje czytane powoli i połączone z przemyśleniami.

Smacznej lektury!



Obsługiwane przez usługę Blogger.