Pij yerbę jak Argentyńczyk

Kilkanaście dni temu nocował u mnie Rodrigo. Przyleciał z Argentyny do Niemiec, skąd autostopem dostał się do Warszawy. Tam kupił rower i przejechał na nim przez Kaliningrad na Litwę, a później do Białegostoku. W planach ma jeszcze Bałkany i przynajmniej pół roku podróży, a u mnie pojawił się dzięki Couchsurfingowi. Przyjechał 2 dni przed moim pierwszym egzaminem w sesji i nie mogłam spędzić z nim dużo czasu, ale udało nam się wspólnie posiedzieć przy yerbie,

Poprosiłam gościa, żeby pokazał mi, jak poprawnie przygotować yerbę. Okazało się, że robi to dokładnie tak samo jak ja:

- wsypuje yerbę do tykwy na oko
- czeka, aż zagotowana woda trochę przestygnie i wlewa ją do naczynia
- wsadza bombillę, pije, ponownie zalewa, pije ;)

Żadnego potrząsania, przechylania i sprawdzania temperatury. Nie nauczyłam się więc argentyńskiego pro parzenia, ale Rodrigo podzielił się ze mną kilkoma nowymi informacjami.



1. Nie warto zalewać tykwy wodą do pełna. Im mniej płynu, tym lepiej. Rodrigo wlewał wodę mniej więcej do połowy naczynia, dzięki czemu powstawało yerbowe espresso o skondensowanej mocy.

2. W Argentynie zwykle pija się yerbę ze znajomymi z jednej tykwy, która krąży wokół niczym fajka pokoju. Osoba zalewająca wypija pierwszy i drugi napar, które są najmocniejsze, a następnie podaje dalej.

3. Yerbę można też przygotować na zimno, nazywa się wtedy terere. Zagadką pozostaje fakt, dlaczego chłodna woda nie przejmuje smaku yerby, a sok już tak. My piliśmy wersję z sokiem jabłkowym i pomarańczowym, skłaniam się ku tej pierwszej ;)

4. W ramach urozmaicenia do tykwy można przed zalaniem wodą włożyć skórkę z pomarańczy. Ja tam się boję chemikaliów i nie zaparzałabym skórek cytrusów, ale jak nie macie takich obaw to podobno warto :P

Nie każdy od razu staje się entuzjastą, ale jedno jest pewne - lepiej pić yerbę niż nie!


Wszystkie kwadraty pochodzą z mojego insta 



Obsługiwane przez usługę Blogger.