4. Białystok Półmaraton z perspektywy leniwej buły

W niedzielę przebiegłam swój pierwszy półmaraton. Trochę się przed nim trzęsłam, bo treningi nie były ostatnio na szczycie listy priorytetów i nie czułam się przygotowana. Postanowiłam trzymać się zająca na 2:10, ale niechcący wyprzedziłam go na drugim kilometrze. Do połowy dystansu oglądałam się za siebie i czekałam, aż mnie dogoni, ale na szczęście tak się nie stało ;) Przez całe 21 km trzymałam komfortowe tempo 6 min/km, a na mecie miałam jeszcze zapas sił. Nie nastawiałam się na żaden konkretny czas, dzięki temu koncentrowałam się tylko na czystej przyjemności z biegu. A przyjemności było dużo! Od początku do końca miałam w głowie myśl "ale fajnie, spełniam swoje marzenie i chyba nawet przy tym nie umrę". Ukończyłam bieg z czasem 2:05:43 i postanowieniem, że najpóźniej za rok zrobię to drugi raz, ale z jedynką z przodu. Już nie mogę się doczekać :D


Jednym z najmilszych etapów był odcinek po ul. 11 Listopada. Po obu stronach las, 10 km pyknęło w mgnieniu oka, a Iggy Pop śpiewał mi Lust for life. Moment ideał!

W okolicach 16 km pomyślałam "hej, nigdy nie biegłaś aż tyle" i z ciekawością tupałam dalej, żeby zobaczyć co jest za tą magiczną granicą. Nie odcięło mi prądu z nóg, wręcz przeciwnie. Akurat czekał mnie podbieg na Kopernika, a ja zamiast zdychać odkryłam w sobie nowe pokłady energii. Jakaś masochistyczna część mnie lubi wtaczać się pod górkę :P

Po 19 km poczułam się trochę znużona. Dalej cisnęłam w założonym tempie, ale nie mogłam zmusić się do przyspieszenia. W słuchawkach seven nations army couldn't hold me back. Jak couldn't to couldn't, myślami byłam już na mecie.

21 km 97 m JEŚĆ. Leniwe bułki już tak mają, jedzenie najlepszą motywacją do jakiejkolwiek aktywności!

Na udany półmaraton złożyły się bardzo przyjemna pogoda, skoczna playlista podtrzymująca tempo i najlepsze, ale to NAJLEPSZE wsparcie.



<3


Obsługiwane przez usługę Blogger.