A po mazurkach...


Po mazurkach wsiadamy na rowery. Kilka kilometrów od domu mam Trakt Napoleoński. 200 lat temu armia Napoleona maszerowała tędy (Białystok > Królowy Most > Krynki) do Rosji. Z traktu odbiliśmy w lewo na Cieliczankę, a dalej przez Supraśl z powrotem do Białegostoku.


Lubię łatwość, z jaką mogę uciec z miasta. Chwila szosą, a później jestem u siebie. Słychać tylko mój rzężący rower i śmiechy, ale staramy się być cicho. Mimo wszystko sarny w popłochu przebiegają przez drogę, nasza cisza to dla nich hałas. Przy drodze kałuże, zwalone drzewa, nic ciekawego, a jednak jak bajka. Migają fioletowe plamki, kwiatki albo pobożne życzenia. Żadnych ludzi oprócz nas, tylko co kilkaset metrów Jezusy na drzewach, nie wiadomo przed kogo powieszone i nie wiadomo dla kogo. Pewnie dla tych co podnoszą głowy do góry.



A rok temu było tak. Cieplej!
Obsługiwane przez usługę Blogger.