Io sonno fatto di neve (Rzym I)

Pamiętam moment, w którym po raz pierwszy zapragnęłam pojechać do Rzymu. Miałam 10 lat i oglądałam zdjęcia, które przywiozła stamtąd moja ciocia. Nosiłam wtedy takie niebieskie sandały i wpadłam na pomysł, że będą idealne do zwiedzania Rzymu. Wyobrażałam sobie jak spaceruję w nich po Wiecznym Mieście, jem włoskie lody i noszę kapelusz z dużym rondem.

Jedenaście lat później w końcu dotarłam do Rzymu. Nie miałam sandałów ani kapelusza, a zamiast upalnego lata był luty, ale wyjazd był lepszy niż mogłam sobie wyobrazić.

Może posiadam jakiś wewnętrzny radar albo magnes, nie wiem co, w każdym razie działa. Mam szczęście do ludzi. Rzymskie ferie nie byłyby tak cudowne, gdyby nie towarzystwo - Ania, Paula i Pietro oraz nowo poznani Włosi. Couchsurfingowy host Matteo i jego przyjaciele oprowadzali nas po Rzymie i zajmowali się nami najlepiej na świecie.

4 dni krótkie i intensywne jak espresso, którego wypiliśmy ogromną ilość. Pyszna pizza, przygotowane przez Matteo pasty z sekretnymi składnikami (szafran i miłość), lody. Wspólne śpiewanie, spacery do celu i bez celu, poważne rozmowy i tyle śmiechu, że się zapowietrzałam. To wszystko z ludźmi, których kilka dni temu nawet nie znałam, wyobrażacie sobie?

Najpierw klik tu i słuchamy w tle :)




Zdjęcie fontanny di Trevi bez ludzi. Da się!




Sycylijskie arancini, czyli smażone kulki z ryżu. Zjadłam wersję z dynią i gorgonzolą, potem skończyłam po Ani pistacjową i w efekcie nie byłam głodna przez kolejne 10 godzin. Tylko dla ludzi o mocnych żołądkach :D



Po lewej zamek św. Anioła, kiedyś więzienie, dzisiaj muzeum.


Plac Wenecki. Na zdjęciu go nie widać, ale po lewej jest budynek, z balkonu którego przemawiał do tłumu Mussolini.


Czytanie z widokiem na Forum Romanum, moja bratnia dusza.


Watykan podobał mi się najmniej, może dlatego, że obiekty sakralne lubię tylko surowe, najlepiej drewniane. Plac był o wiele mniejszy niż się spodziewałam, ale przyznaję, że sufit bazyliki robi wrażenie!




Świątynia Diany w parku Borghese, po którym chodziliśmy ostatniego dnia. Gdybym mieszkała w Rzymie, to byłoby jedno z moich ulubionych miejsc!



Ania, Paula, Matteo, ja i Pietro

Bardzo żałuję, że nie mamy wspólnego zdjęcia z całą resztą wspaniałych ludzi - Geco, Daniele, Matteo nr 2 i Adrea. Na szczęście nasz host Matteo i Matteo nr 2 od tego semestru zaczynają Erasmusa w Warszawie, już mamy zaplanowane spotkania :)

W Rzymie spędziłam też najfajniejsze urodziny w życiu, ale o tym następnym razem!
Obsługiwane przez usługę Blogger.