Brunost - norweski ser

Kiedy tylko zarezerwowałyśmy bilety do Norwegii, Ania zaczęła wzdychać do jakiegoś sera.
- Jak smakuje ten burnost?- Dopytywałam, zaciekawiona tym entuzjazmem.
- BRUNOST, nie żaden burnost!! Nie zadawaj takich pytań, tego nie da się opowiedzieć. Jak spróbujesz, to się dowiesz.
Spróbowałam i... naprawdę nie jest łatwo go opisać.
Brunost wygląda jak ser żółty, który zatrzasnął się na solarium, ale ma zupełnie inną konsystencję. Jest jak plastelina, nie da się pokroić go zwykłym nożem cieniej niż na grubość 1 cm (co nie jest złą opcją!).


Smak brunosta też nie jest "tradycyjnie" serowy. Na początku słodycz karmelu, później ostro, a na koniec znowu słodki posmak. Zdecydowanie muszę poćwiczyć relacjonowanie doznań smakowych ;)
Genialnie smakuje lekko stopiony na gorących grzankach z malinami, zapieczony w tostach z dżemem figowym lub solo zamiast cukierka.
Niestety brunost w Polsce można dostać chyba tylko na allegro. Poważnie rozważałam latanie do Norwegii i powrót z plecakiem pełnym sera na sprzedaż. Jest tylko jeden szkopuł, pożarłabym cały zanim ktokolwiek zgłosiłby chęć kupna.


Obsługiwane przez usługę Blogger.