Norwegia dzień drugi, czyli najładniejsza czytelnia świata

Kiedy wstałyśmy rano, Tom jeszcze spał. Poprzedniego wieczora stwierdził, że jesteśmy "mad girls" (bo chcemy o 7 wyjść z domu), kuchnia jest do naszej dyspozycji, a drzwi możemy zostawić otwarte. Zaparzyłyśmy kawę i zjadłyśmy te nieszczęsne kanapki, które poprzedniego dnia tak wstrząsnęły gospodarzem ;) Była niedziela, a pierwszy autobus do centrum odjeżdżał po 9, dlatego zdecydowałyśmy się na spacer. 
Trzy mosty, jedną godzinę i pięć minut później doczłapałyśmy się do przystani, z której odpływał prom do Tau, a stamtąd autokarem dojechałyśmy na parking.

W tym miejscu włączamy muzykę >klik< i zapraszam na szlak!


Nie wiem, jak udało mi się zrobić to zdjęcie, bo tłum ludzi był mniej więcej taki jak na szlaku na Giewont. Turyści byli jednak o wiele bardziej różnorodni, nie wszędzie widuje się przecież wspinających chłopaków z przytroczonymi do plecaka drabinami lub instrumentami muzycznymi, a już na pewno nie wszędzie po skałkach skaczą jak kozice Japonki w miniówkach. Takie uroki cudu natury ;)



Wejście na Preikestolen zajęło nam około 2h z przerwami na zdjęcia i jedzenie sezamków. Trasa nie jest wymagająca, ale muszę przyznać, że pogoda nam dopisała. W czasie deszczu szlak jest pewnie trudniejszy. Na samej półce skalnej ludzi jest dużo. Właściwie nie dużo, a od cholery ;) i ciężko jest zrobić sobie zdjęcie bez kogoś obcego w kadrze. Kiedy już nam się to udało, wspięłyśmy się odrobinę wyżej, by kontemplować widoki we względnym spokoju, skonsumować kanapki z masłem orzechowym (tak, wciąż te przywiezione z Polski) i... czytać książki. Dobry kompan w podróży to taki, który z ochotą przystanie na propozycję urządzenia sobie czytelni z widokiem na fiord :)







Czytałam akurat "Opowieści z Wysp Owczych" (polecam, polecam, polecam!) i jeden opis wydał mi się wyjątkowo pasujący do tamtej chwili.

"... na lewo i na prawo górzyska, jakbyśmy leżeli plackiem w wannie świata, że na wprost kojec oceanu wygrodzony klifidłami, z tyłu jakieś strumiły, rzeczeńki, mówiąc przesadnie - bagna. Ten nasz spłachetek suszyzny (...) to taki latający dywan, pofałdowany jakby tańczyły na nim przedszkolaki."


Jak wanna świata, nie?
Obsługiwane przez usługę Blogger.