Bieszczadzki kawałek sierpnia

Od dziesięciu lat rokrocznie jeżdżę w góry, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy udało mi się dotrzeć w Bieszczady. Po latach śpiewania harcerskich piosenek, słuchania SDM, Ciszaków, Na bani oraz opowieści znajomych w końcu mogłam zobaczyć osławione połoniny. Wszystko dzięki Beacie i jej rodzinie, która przygarnęła nas pod swój dach, wykarmiła, napoiła i robiła za przewodnika. Wyjazd zbiegł się z upałami i suszą, dlatego w ramach oszczędzania wody brałyśmy kąpiele w Osławie. Mycie się w rzece późnym wieczorem (widać było tyyyyle gwiazd!) potrafi sprawić, że człowiek czuje się jak syrena! Zaliczyłyśmy też próbę lokalnego zespołu pieśni i tańca "Osławiany", w którym Beata występuje, degustację sporych ilości cytrynówki połączoną z zaciętą rywalizacją w Eurobiznes, wypad nad Solinę i piesze wędrówki. Było przepięknie, nawet nie wiem jak to opisać inaczej niż za pomocą słów piosenek!

Gór mi mało i trzeba mi więcej 
Żeby przetrwać od zimy do zimy 
Z wyrokiem wędrówki bez końca 
Po śladach, które sam zostawiłem
Góry, góry i ciągle mi nie dość 
Skazanemu na gór dożywocie 
Świat na dobre mi zbieszczadział 
Szczyty wolnym mijają mnie krokiem 
Gór co stoją nigdy nie dogonię 
Znikających punktów na mapie 
Ani chaty, którą nazwałbym domem 
Gdzie żaden szlak by nie trafił 
Zabieszczaduj znowu z nami
tutaj czas anielsko płynie
każdy potok gada z aniołami
o bieszczadzkiej wspomina krainie
Przecież dobrze wiesz,
że na końcu drogi
wciąż wierne jak pies
czekają sierpniowe Bieszczady.
Jak biec do końca, potem odpoczniesz, potem odpoczniesz
Cudne manowce, cudne manowce, cudne, cudne manowce
Anioły są całe zielone
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Łatwo w trawie się kryją
I w opuszczonych sadach
Choć przetrwała gorący czas 
Cerkiew w ogniu stanęła jesienią
Nie boskiej chwały to blask 
Nie wiara w niej wstała płomieniem
(to cerkiew w Komańczy, odbudowana po pożarze)
Wędruję ścieżką od ciebie do ciebie
Choć droga
prowadzi tylko przez góry
Przez świat zatopiony wierzchołkami w niebie
Dwa światy znam - lecz ten mój to który?
Góry to ludzie którzy je niosą w plecaku
Ludzie są jak góry które noszą w sobie
Gdzie oczy poniosą wędrujemy szlakiem
A u celu i tak czeka drugi człowiek
Góry to nasze spiętrzone marzenia
W górach ludzie jak one rosną ku niebu
Morze szczytów nas w żeglarzy przemienia
Sterujących coraz dalej od brzegu
Tam gdzie się kończy horyzont
Leży nieznany ląd
Ziemia jest trochę garbata
Więc go nie widać stąd



Obsługiwane przez usługę Blogger.