Bezludna Ustka

"Wspominasz wakacje? Docisnęli cię na uczelni."
Docisnęli. Docisnęli na tyle, że tęsknię nawet do dni spędzonych w przeludnionej Ustce.


Klimat polskiego kurortu nie jest czymś, za czym szczególnie przepadam. Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że Rycho i Irena nieźle się bawili ;)



Piwo wybrane po etykietce (swoją drogą świetnej!) i kanapkowy klasyk - masło orzechowe & dżem jagodowy, czyli najlepszy posiłek na popołudnie z książką.


A co na to Ola?


Plaża podobała mi się w dwóch momentach dnia. Rano, kiedy pozostali jeszcze spali, zwlekałam się z łóżka zanim mózg zdążył zaprotestować i biegłam na plażę. Pół kilometra po asfalcie, drugie tyle przez leśną ścieżkę, a potem chowałam buty w krzakach i ruszałam przed siebie. Najmilszy sposób na rozpoczęcie dnia!
Po raz kolejny na plażę wracałam popołudniu. Pogoda mi sprzyjała - niemal codziennie w okolicach obiadu nad Ustką przechodziła burza, która wyganiała plażowiczów. Dzięki temu mogłam słuchać grzmotów szwendając się po mokrym piasku bez obawy, że zaraz na kogoś nadepnę ;)



Obsługiwane przez usługę Blogger.