Oslo mix



Oszczędzanie na biletach autobusowych w Oslo bardzo się opłaciło, nie tylko pod względem finansowym ;) Przemieszczając się pieszo z punktu A do B dostrzegaliśmy urok drobiazgów, których nie odkrylibyśmy patrząc na miasto zza szyby. Na górze mural napotkany po drodze do Ekebergparken. To położony na wzgórzu park rzeźb, ale naszym głównym celem był Ekeberg camping, gdzie szliśmy... wykupić sobie prysznic (:
Z kolei idąc do muzeum Muncha zauważyłam ciekawie pomalowane doniczki (Madonna Muncha!). Jeszcze jeden rzut oka, żeby się upewnić i taaak, rosły tam m.in. pomidory, sałata i buraki.



Opera + woda to połączenie, które kojarzy się raczej z Sydney, ale w wersji norweskiej też prezentuje się nieźle.





Prom jako miejski środek transportu - lubię to!



Dwa powyższe zdjęcia to już nie Oslo, a wyspa Langoyene. Dowiedzieliśmy się o niej od chłopaka z informacji turystycznej pytając o miejsce na rozbicie namiotu. Na Langoyene funkcjonuje darmowy camping, zdecydowanie najfajniejszy na jakim spałam! Wielu Norwegów przypływa rano na wyspę poplażować i odpływa wieczorem. Oprócz naszego namiotu rozbitych było jeszcze kilkanaście innych, ale dużo przestrzeni i las sprawiły, że bez problemu można było ukryć się gdzieś i czuć jak w zupełnej dziczy. My mieszkaliśmy najdalej od plaży jak się dało, w lesie i do tego na szczycie pagórka ;)




Obsługiwane przez usługę Blogger.